Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

środa, 22 kwietnia 2015

Wyzwanie - Jak nauczyć się pić wodę - poradnik

Picie wody nigdy nie było moją ulubioną czynnością, zawsze stroniłam od jej picia a w zamian wybierałam soki, napoje gazowane, bo wiadomo, lepiej smakują. Jakby ktoś mi jeszcze parę lat temu powiedział, że będę pić wodę i że będzie mi smakować, to bym popatrzyła na niego z pogardą podczas pukania się w czoło. Ale czasy się zmieniły, moje upodobania również, postanowiłam wziąć się w garść i ograniczyć cukier, słodycze i w ogóle rzeczy po których mamy więcej tu i ówdzie. Moje tu i ówdzie jeszcze nie zniknęło, ale pracuje nad tym.
Dlaczego postanowiłam zacząć pić wodę?
Tak na prawdę z czystej oszczędności, na napoje gazowane i soki szła u nas masa pieniędzy, więc postanowiłam trochę zmiejszyć te koszta. W Danii woda z kranu jest zdatna do picia, więc to była kolejna zachęta do tego aby pić ją w większych ilościach i zastąpić nią napoje, które dotychczas lubiłam wypijać.

Od kiedy pamiętam słyszało się wszędzie i wszyscy powtarzali, że picie wody jest zdrowe i żeby przestać truć się sztucznymi napojami. W końcu przyszedł czas, że dorosłam do tej decyzji i wcale nie było to takie trudne jak myślałam. Picie wody zawsze kojarzyło mi się z ogromną katorgą - przecież to nie ma smaku, przecież w ogóle jej nie lubię, nie wypije tylu szklanek dziennie, przecież to nie możliwe – sobie powtarzałam. A jednak. Nigdy nie mówi nigdy – skądś się to powiedzenie wzięło.
No dobrze, ale co tak na prawdę daj nam picie wody?
Przede wszystkim woda pobudza nasz metabolizm i redukuje cholesterol, wypłukuje z organizmu toksyny i uwaga kobietki – redukuje celulit! Nawilża skórę, poprawaia funkcjonowanie wątroby, dotlenia organizm i reguluje jego temperaturę. Poprawia funkcjonowanie nerek, zmniejsza infekcje dróg moczowych oraz poprawia ‘nasmarowanie stawów’. Czy mam jeszcze coś wymienić? Myślę, że tyle punktów jest wystarczające i odpowiednio zachęcające, żeby lepiej się przyjrzeć wodzie i dołączyć ja do swojej codziennej diety.


Masz takie jak ja opory przed piciem wody? Nie wyobrażasz sobie życia bez znanych napoi gazowanych i soków? A więc nadchodzę! Sama po sobie widzę, że niemożliwe nie istnieje, byłam ostatnią osobą, która piłaby wodę, a tu proszę, taki psikus. Opowiem Ci jak zaczęłam a potem w punktach wypiszę rady jak się do tego zabrać, mam nadzieję, że Ci pomogę i w końcu raz na zawsze odstawisz cukier w płynie.

Jak zaczęłam?
Początki nie sa łatwe, wie każdy kto zaczynał jakiekolwiek wyzwanie, za pierwszy cel obrałam sobie wypicie dwóch szklanek dziennie, potem stopniowo zwiększyłam tę ilość do trzech i czterech szklanek. Dwie szklanki, Boże, nie dam rady – myślałam. Ale stopniowo każdego dnia szło mi coraz lepiej. W końcu trzy, ba cztery szklanki dziennie to była bułka z masłem. Zauważyłam, że automatycznie sięgam po szklankę z wodą jeśli tylko taka jest w pobliżu, gdy oglądałam telewizję/pracowałam przy komputerze, stawiałam szklankę koło siebie i przy każdym spojrzeniu na nią, brałam ją, żeby wypić kolejny łyk. Jak to mówią – pić małymi łyczkami a częściej, i tak też robiłam. Zauważyłam także, że woda w temperaturze pokojowej w ogóle mi nie smakuje, musi być zimna, najlepiej taka z lodówki – i tak też się wspomagałam – wstawiałam dzbanek z wodą do lodówki i czekałam na odpowiednią temperaturę. Teraz dzbanek ma stałe miejsce na jednej z półek. Za drugi cel obrałam picie wody nieprzerwalnie przez 21 dni – podobno po codziennym powtarzaniu jakiejś czynności przez 21 dni, wchodzi nam ona w nawyk. Ledwo się obejrzałam, 21 dni minęło a ja dalej piłam wodę, ba, piję ją nadal i nie wyobrażam sobie, że miałoby być inaczej. Czasami nachodzi mnie ochota na sok czy napój gazowany, ale przyznam szczerze, że wypijam pół szklanki i to mi wystarczy, jest mi po prostu za słodko. Tego się nie spodziewałam, ale jest to ogromny plus, na moją korzyść.
Jak zacząć pić wodę mineralną? Mam nadzieję, że nie muszę dodawać – niegazowaną.
- podejdź do tego na luzie, potraktuj to jako wyzwanie, coś co możesz osiągnąć własną pracą i zaangazowaniem,
- pozbądź się z domu wszelkich napojów gazowaych, soków, rozcieńczaczy czy czegokolwiek co ma w sobie cukier, bądź schowaj je tam, gdzie rzadko zaglądasz, po prostu niech znikną z pola Twojego widzenia, niech nie korcą,
- wyznacz sobie pierwszy cel – ilość szklanek, które zamierzasz wypić dziennie – zacznij od jednej przez tydzień, zwiększ do dwóch, po kolejnym tygodniu do trzech i potem czterech. Jeśli tygodniowe zwiększanie jest dla Ciebie za trudne, rób to po dwóch tygodniach,

- 21 dni to nie całe 4 tygodnie, 4 tygodnie to tylko 7,5% całego roku, poświęcisz ten czas żeby  zaowocowało na kolejne tygodnie, miesiące, lata?
- zachęć resztę domowników do picia wody razem z Tobą, wzajemna motywacja czyni cuda, Tobie będzie raźniej a i pokus będzie mniej jeśli domownicy nie będą pić niczego innego,
- eksperymentuj z wodą – mi nie smakowała ta w temperaturze pokojowej, lepiej szło mi z zimną i to własnie taką lubie najbardziej, a może Tobie bedzie lepiej się piło tą z cytryną/limonką/truskawką w środku a może z miętą?! Próbuj, smakuj, testuj, to Tobie ma smakować!
- ogranicz, w razie możliwości, picie czarnej herbaty i kawy, zastąp je wodą,
- pij wodę przed i po posiłku, nigdy w trakcie,
- miej zawsze w lodówce dzbanek/butelkę z wodą i uzupełniaj jej zapasy każdego wieczoru– jeśli to właśnie zimna najbardziej Ci odpowiada,
- pracujesz na komputerze, prasujesz, oglądasz telewizje, czytasz książkę – weż ze sobą szklankę z wodą, miej na widoku i pamiętaj, że każde spojrzenie to łyk wody – zobaczysz, że podziała,
- noś ze sobą do pracy, na spacer butelkę z wodą, w razie pragnienia zawsze masz ją przy sobie – co zmniejsza możliwość przypadkowego wskoczenia do sklepu po coś gazowanego,
- jeśli zapominasz o piciu wody, zawsze możesz ściągnać aplikację, która przypomina o jej piciu w ciągu całego dnia – jest ich wiele, np. Water your body, Hydro pij wodę, Pij wodę, Waterlogged.
Co się zmieniło po piciu wody? Przede wszystkim skóra zrobiła się bardziej napięta i nawilżona, oczy przestały mi się tak szybko wysuszać i swędzieć, nie muszę ich codziennie zakrapiać, co było wcześniej normą. Zaczęłam odróżniać pragnienie od głodu i teraz nie sięgam po przekąskę a raczej po wodę, wydalam z organizmu więcej toksyn bo częściej korzystam z toalety na czym zyskuje mój organizm.
Mam nadzieję, że ten mały poradnik pomoże Wam w rozpoczęciu picia wody. Jest ona o wiele zdrowsza niż inne napoje i ma wiele zalet, o których nie warto zapominać. Zachęcam Was do zmierzenia się z samym sobą i ze szklanką wody, dacie radę? Jestem ciekawa efektów.


Miłego,
Pat.

Ps. Wpis powstał w związku z Wyzwaniem u Różowej Klary – Kwiecień w słowach.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Wyzwanie - 5 ulubionych miejsc w Kopenhadze

Przed nami kolejny tydzień wyzwania u Różowej Klary - Kwiecień w słowach, jestem jeden tydzień do tyłu więc na dniach pojawi się kolejny post związany z akcją. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi 5 ulubionymi, jakże mogłoby być inaczej, miejscami w Kopenhadze. 

Miejsca na liście są przypadkowe, losowo ułożone, każde miejsce jest inne i każde lubię za coś innego, czego nie ma kolejne z nich. Zaczynamy od Kościoła Vor Frelses Kirke, z piękną 90 m wieżą. O tym miejscu pisałam już na blogu i odsyłam Was do wpisu, gdzie możecie znaleźć więcej zdjęć i informacji. 



Za co lubię to miejsce? Za to, że jest tak blisko centrum, za to że trzeba pokonać dość wysoką ilość stopni, żeby wejść na szczyt ale na końcu satysfakcja jest niesamowita. Zdecydowanie za widoki, zawsze lubiłam wdrapywać się na wysokie miejsca, żeby móc podziwiać budynki i różne miejsca z góry. Tam, na górze panuje spokój, który uwielbiam. Jestem tylko ja, wysokość, panująca cisza, która pozwala cieszyć oko tym, czym widzi. 


Tivoli, drugi pod względem wieku park rozrywki świata, znajdujący się w ścisłym centrum Kopenhagi i cieszący się ogromną liczbą odwiedzających każdego roku. Tivoli oferuje szeroką gamę atrakcji od budynków wzorowanych na stylu Orientu, poprzez teatr, altany, restauracje, aż do najważniejszych karuzel, wszelakich urządzeń mechanicznych i kolejek górskich. Każdego sezonu Tivoli zmienia się pod względem wystroju, w tym wpisie pisałam o Halloweenowym Tivoli, które według mnie, właśnie wtedy jest najładniejsze.


Za co lubię Tivoli, za to, że żyje własnym życiem. To miejsce jest jak mała wioska z ogromną ilością ludzi, która tętni życiem za dnia i zasypia po zmroku. Za te wszystkie zmiany każdego sezonu, bo nigdy nie wiem co mnie zaskoczy i za okrzyki radości, które można usłyszeć na każdym kroku. Zdecydowanie jest to jedne z radośniejszych miejsce w Kopenhadze. 


Perken, a w zasadzie mecze FC Kopenahagi. Kibicować lubiłam zawsze, oglądać sport też, mam to po prostu we krwi i szkoda by było nie skorzystać z tego, że FCK ma w Kopenhadze swój stadion, a mecze są co dwa tygodnie w sezonie. 


Za co? Za atmosferę, zdecydowanie za kibicowanie, za wszystkie przyśpiewki i za żyletę, która świetnie kibicuje. Już na samym początku mojego bloga, wspominałam coś nie coś na temat meczy FCK, trzeba ten wpis trochę uaktualnić.



Botanisk Have, ogród botaniczny w samy centrum Kopenhagi. Ogrom zieleni, kwiatów, drzew, które w słoneczny dzień dają idealny cień.


Za co? Za tą zieleń, dźwięki ptaków i owadów, za idealną ciszę dla odpoczynku na świeżym powietrzu. Za bliskość centrum a zarazem bycie tak daleko od zgiełku i szumu miasta. Sami zobaczcie jak pięknie jest w ogrodzie botanicznym.




I na koniec, mój zimowy ulubieniec,  grudniowy Julemarked. Najpiękniejsze miejsce w całym mieście o tej porze roku. Światła, ozdoby świąteczne, choinki, prezenty, renifery, światełka, to wszystko tworzy magiczne miejsce, po prostu cudo! Jest tak pięknie, że po prostu musisz tam być, ba, chcesz tam być i napić się glogga przy dźwiękach świątecznej muzyki.



Lubię za świąteczną atmosferę, która sprawia, że święta są takie cudowne, za to, że czuję się jak w domu i odliczam dni do wspólnej Wigilijnej kolacji. Za glogga i za świąteczne aebleskrive, które cieszą moje kubki smakowe. Za to miłe, ciepłe uczucie w sercu, święta Bożego Narodzenia to tak piękny czas. A jak było w tym roku na Julemarkecie, możecie zobaczyć tutaj.

I to by było na tyle. 5 ulubionych miejsc, fakt faktem jest ich o wiele więcej, ale te najbardziej zapadły w moje serce. 

A jakie są Wasze ulubione miejsca? W Waszych miastach? 
Podzielcie się nimi, jestem bardzo ciekawa :) 

Miłej niedzieli,
Pat.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Spacer do Syrenki Kopenhaskiej

Zapraszam na kolejny spacer po Kopenhadze, dzisiaj odwiedzimy Syrenkę Kopenhaską, pogoda dopisuje, więc możemy spacerować. Mapka w rękę, okulary przeciwsłoneczne na nos i w drogę!


Nasz 5 kilometrowy spacer zaczynamy przy Rundetarn - Round Tower, do której zabiorę Was innym razem, widoki najładniejsze w słoneczne, bezchmurne dni. Trzymajmy się prawej strony drogi, bo tłumy dzisiaj niesamowite, nie chcemy się przecież rozdzielić.



Mijamy fontannę Stork, którą widzieliście ją już na poprzednim spacerze po Stogecie, mam nadzieję, że ją pamiętacie, dzisiaj tutaj zdecydowanie bardziej tłoczno, nie zgubcie się w tłumie!


Za fontanną skręcamy w lewo, w jedną z uliczek prowadzących na Kongens Nytorv.



Jak poprzednim razem nie kupiliście pamiątek, to macie szansę. Pięć minut i idziemy dalej, zaszalejcie :)


Kierujemy się dalej wzdłuż uliczki aż dojdziemy do wielkiego placu budowy - nie martwcie się, na pewno go zauważycie, a za nim!? Happy Wall, bawimy się? Układajcie co Wam do głowy przyjdzie! Prześlijcie rodzinie i przyjaciołom pozdrowienia albo serduszka! Wszystkie zdjęcia z Happy Wall możecie znaleźć na Instagramie oznaczone hasztagiem #happywall. Do dzieła!



Za Happy Wall wyłania się pomału jedno z piękniejszych miejsc w Kopenhadze, czy widzicie już co to..?


Tak, tak, to Nyhavn! Wyjątkowo dzisiaj zatłoczony. W sumie co się dziwić - pogoda idealna na spędzanie czasu na świeżym powietrzu!


A może chcecie wskoczyć na łódkę i zobaczyć Kopenhagę z wody? Odsyłam Was tutaj, może Was zachęcę do małego rejsu - Canal Tour.



Za Nyhavn wyłania się Opera i restauracja nad samą wodą, przy której 'Du skal hold pause' więc robimy sobie przerwę! :) Podziwiajcie widoki i poopalajcie się w blasku słoneczka, trzeba korzystać z wiosennych pięknych dni.



No podnosić tyłki! Idziemy dalej! Kierujemy się na Amalienborg, rezydencję królewską, kto wie, może spotkamy tam samą Królową! Amalienborg jest rezydencją królewską duńskich monarchów i rodziny królewskiej od 1794 roku. Składa się on z czterech rokokowych pałaców zbudowanych wokół ośmiokątnego placu w środku którego stoi pomnik Fryderyka V. Pałac pierwszy najbardziej po lewo to Pałac Schackego, w którym obecnie mieszka królowa Małgorzata II z Henrykiem, zaraz za nim jest Pałac Moltkego, teraz używany tylko do celów reprezentacyjnych, następnie Pałac Brockdorffa i ostatni Pałac Levetzaua.


Obstawa musi być, uważajcie, nie róbcie nic podejrzanego, oni mają broń i nie zawahają się jej użyć!




Za Amalienborg, kierując się główną ulicą dojdziemy do Kościoła św. Albana, kościół anglikański wybudowany w XIX wieku, pięknie się prezentuje, prawda?!




Chodźcie przysiądziemy na chwilę na Fontannie Gefiony. Słonko tak pięknie dzisiaj grzeje.



Po co wyrzucać stare, zniszczone rury? Zróbmy coś ciekawego - siedzę i myślę :)


Już za chwilę, za chwil parę..


..wyłoni się ona..


..Syrenka Kopenhaska!


Chwila dla fotoreporterów, selfie z Syrenką i jesteśmy na końcu naszej drogi. Dziękuje Wam za ten wiosenny spacer i mam nadzieję, że się podobało!


Do zobaczenia następnym razem,
Pat.

piątek, 10 kwietnia 2015

Wyzwanie - wiosenne cele 2015

O każdej porze roku zakładam sobie nowe cele do zrealizowania, ale jak to z celami jest, każdy wie, tym razem będą to bardziej plany na najbliższe miesiące, które chce zrealizować, a czy mi się uda, mam taką nadzieje. Mówią, że jak czymś dzielisz się publicznie, masz więcej motywacji aby to wykonać - oby tak było. Każda motywacja jest dobra, ważne żeby były efekty :) 

Chciałabym się rozwinąć blogowo i mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się wprowadzić zmiany, które mam zaplanowane od jakiegoś czasu i będzie to dobry kierunek zarówno dla bloga, jak i dla mnie.

Więcej wpisów typowo o Danii, o miejscach, ludziach, w końcu piszę z Kopenhagi, a więc chcę żebyście poczuli ten klimat! Minimum trzy miesięcznie o tematyce stricte duńskiej. 

Zorganizuję akcję/wyzwanie na blogu, oczywiście powiązaną z Danią, innej opcji nie ma. 

Częściej będę brać udział w różnych blogowych wyzwaniach. W tym momencie jest to 'Kwiecień w słowach' organizowany przez Różową Klarę, z Piątku do Dakoty - Grubaska w małym mieście i wyzwania 30dniowe u Fashionelki. Podobno wystarczy 21 dni aby coś nam weszło w nawyk, nauczyłam się pić wodę, co miałam za lada wyczyn, to nic nie jest mi straszne, teraz przyszedł czas na słodycze i aktywność fizyczną.

Przeprosić się z rolkami i skakanką, znaleźć na nie czas raz w tygodniu.

Pamiętać o sobie i swoich potrzebach, znaleźć dziennie chociaż pół godziny dla siebie - posłuchać ulubionej muzyki, zrobić sobie maseczkę, kubek pysznej herbaty, świeżo wyciskany sok, czego dusza zapragnie. 

Wstawać wcześniej - zdecydowanie rozleniwiłam się przez zimę, wstawałam na ostatnią chwilę, tak aby tylko wyszykować się i iść do pracy. Czas to zmienić!

Dwa dni w miesiącu jako dni offline, bez komputera, wiadomości, czegokolwiek, tylko aparat by udokumentować spędzony dzień.

Wypisać codziennie 5 nowych słówek z duńskiego i nauczyć się ich. 


A na podsumowanie tego wpisu - dobra myśl z dnia dzisiejszego z Kalendarza Rok Dobrych Myśli - ja już postanowiłam - CHCĘ, a Ty?! To chyba jakiś znak, że trzeba wziąć się w garść i walczyć o swoje.

A jakie są Twoje cele/plany na tę wiosnę?

Miłego, 
Pat.

Ps. Wpis powstał w związku z akcją Różowej Klary - Kwiecień w słowach.

środa, 8 kwietnia 2015

Święta, święta i po świętach - Wielkanoc w Danii

Jak to mówią, święta, święta i po świętach. W Danii mieliśmy piec dni wolnego, razem z weekendem, a zleciało tak szybko, ze ledwo co się obejrzeliśmy a trzeba było szykować się do pracy. Wszystko co dobre szybko się kończy, ale nie ma co narzekać, zaraz przecież maj :)
Święta już minęły, ale dzisiaj powiem Wam jak wyglądają one tutaj, w Danii. Musze przyznać, że Wielkanoc znacznie rożni się od Świąt Bożego Narodzenia, nie ma tylu tradycji i jest to raczej czas rozmyślań, odpoczynku i czas, który Duńczycy spędzają razem z rodziną. Ale niech Was to nie zmyli, dla nich to bardzo ważne święto kościelne i najważniejsze w ciągu całego roku, stad dni wolne już od Wielkiego Czwartku do drugiego dnia świąt, Wielkanocnego Poniedziałku. W każdy świąteczny dzień w kościołach odbywają się nabożeństwa nawołujące do modlitwy i zastanowienia się nad grzechami. 
Na okres Wielkanocy domy przystrajane są w kolory zieleni i żółci a także w liczne kolorowe pisanki. W sklepach można kupić rożne ich rodzaje, od plastikowych, które można wieszać na gałęziach, po te czekoladowe. Na parę dni przed świętami, dzieci przyozdabiają - wycinają, malują kartki na których piszą tradycyjny wierszyk i wysyłają je rodzinie, przyjaciołom.

Wierszyk to zagadka, zabawa słowami, która zawiera pytanie 'Zgadnij, kto Ci to przysłał?'. Każdy wierszyk kończy się pewna ilością kropek, odpowiadającej ilości liter w imieniu nadawcy. Jeśli adresat odgadnie, kto jest nadawca listu, karteczki, w nagrodę otrzymuje czekoladowe jajko lub pisankę. A wierszyk idzie tak:

Gæk, gæk, gæk,
mit navn er blevet væk.
Mit navn det står med prikker,
pas på det ikke stikker. ...


W czasie świat cala rodziną zasiadają do stołu, na którym pojawiają się śledzie i jajka podawane na rożne sposoby, dania na ciepło, mięso w plastrach i sery. Na Wielkanoc w sklepach i restauracjach podawane jest specjalnie wielkanocne piwo, ważone specjalnie na święta Wielkiej Nocy, jest ono mocniejsze niż normalne piwo i wzbogacone o dodatkowe składniki. Dużo osób wyjeżdża z miasta, do tzw. sommerhus'ów aby odpocząć i pobyć tylko z rodziną.

Można powiedzieć, że święta Wielkanocne w Danii to święta, które spędzane są w gronie najbliższej rodziny, z dala od zgiełku, pracy i problemów. To czas, który poświęcają sobie, rozmyślaniu nad życiem i zastanawianiu się nad swoimi grzechami a także pomyłkami.

A dla Ciebie czym są święta Wielkanocne?
Pat.

piątek, 3 kwietnia 2015

Wiosenne porządki - kuchnia

Cześć i czołem! Jak u Was z porządkami wiosenno-wielkanocnymi? Jesteście przed, w trakcie, czy już po? Ja mogę powiedzieć, że u nas już po, można odetchnąć i zostały tylko do przygotowania ciasta i sałatki. A potem standardowo święta, święta i po świętach, więcej przygotowywania, szykowania niż tych świąt, a człowiek tylko siedzi, je i tyje :) a potem zrzucać trzeba, ale nie o tym dzisiaj miało być. Każda z nas stara się jak największy porządek w domu utrzymać, ale prawda jest, że nie co sprzątanie, ścieramy wszystko na mokro, ściągamy wszystkie bibeloty i ścieramy z  góry szafek, bo zwyczajnie w świecie, nie ma na to czasu. Każda z nas robi ile może i kiedy może, a wiosenne i jesienne porządki są idealnym czasem, żeby w końcu zrobić generalne porządki. Przed zeszłorocznymi świętami Wielkiej Nocy pisałam o tym jak zrobić porządki w dokumentach, a na jesień o tym jak ogarnąć pocztę i telefon, a także o porządkach w szafie, szafkach a nawet w portfelu. Dzisiaj nie będę się powtarzać więc pokażę Wam co zrobiłam z kuchnią i może zachęcę Was do zabrania się za swoją o ile jeszcze tego nie zrobiłyście :) 

W Danii, Wielki Czwartek i Wielki Piątek to też święto i zarazem dni wolne od pracy, także cieszyłam się na nie niesamowicie i chciałam jak najszybciej uporać się ze sprzątaniem, żeby choć trochę odpocząć w te wolne dni. Sprzątałam po pracy a na czwartek została tylko łazienka, więc dzisiaj wolne, bo pieczenie ciast, nie będzie aż tak ciężką pracą, a raczej przyjemnością bo w domu będą unosić się piękne zapachy. 

No ale wracam do sprawy, kuchnia jak to kuchnia, pomieszczenie najbardziej oblegane w domu, najwięcej się tam dzieje. Gotowanie, pieczenie, smażenie, a to wszystko oddziaływuje na naszą kuchnię. Wszystkie te zapachy, tłuszcze osadzają się w i na naszych meblach. Tak jak wcześniej wspomniałam, nie zawsze jest czas żeby wszystko z szafek wyciągać i na mokro porządnie poczyścić, wiosenne porządki są na to idealnym czasem. 

Przygotowałam sobie - gąbkę, szmatkę, ścierkę, płyn do czyszczenia powierzchni kuchennych i zabrałam się do pracy. Każdą szafkę czyściłam oddzielnie, najpierw wyciągałam całą zawartość, potem spryskiwałam płynem, odczekiwałam chwilę i szorowałam, u góry, na górze, po bokach i pod spodem. Ścierałam na mokro a potem na sucho. I szafka gotowa, czyściutka w środku i na zewnątrz. Warto pamiętać o czyszczeniu blatu pod półka, tam też osadza się brud.


Z pięcioma szafkami, szufladami i ścianami uporałam się w około trzy godziny, na spokojnie myłam, układałam rzeczy. Myślę, że to dobry wynik jak na takie generalne porządki. 

A jak wygląda kuchnia przed i po sprzątaniu?! Sami sprawdźcie. 


Zdecydowanie lepiej, kubki do kubków, szklanki i kieliszki razem, kubki termiczne razem. Od razu bardziej przejrzyściej się zrobiło. 


Ład i porządek, nieprawdaż? Wszystko ma swoje miejsce a zbędne rzeczy, zostały przeniesione gdzie indziej, tam gdzie bardziej pasowały. 


Od dużego do małego, nie inaczej.


Wszystko ma swoje miejsce i się mieści :)


Przyprawy razem, mąki i inne w pojemnikach a wszystkie herbaty razem.


W szufladach też już znacznie lepiej, znalazło się tyle skarbów, że oooo. Doliczyłam się teraz 6 paczek kostek rosołowych, trzy mąki i cztery paczki kucharka, a zawsze brakowało.


I co myślicie? Od razu lepiej, prawda? Wszystko można znaleźć, wiadomo gdzie co jest i od razu bardziej przejrzyście. 

A jak u Was z kuchnią? Posprzątana już? Sami widzicie, że to nie zajmuje aż tak dużo czasu, jak już się zacznie, to idzie szybko. Także szmatki w dłoń i heja. Aż przyjemniej do kuchni się wchodzi.


A więcej trików usprawniających sprzątanie znajdziecie Niebałaganki.

Miłego,
Pat.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...